01 września, 2014

Od autorki

Cześć!
Jako, że wiele osób mówiło, że chciałoby się dowiedzieć czegoś więcej o postaciach z Hogwardzkiego trójkątu, postanowiłam napisać parę faktów z ich życia. ^^

- Początkowo, na końcu opowiadania, miał zginąć Severus, a Hermiona miała związać się z Draco.
- Błąd w tytule zauważyłam prawie od razu, jednak specjalnie go nie poprawiałam.
- Zaczynając pisać bloga, nie sądziłam, że dotrwam do końca.
- Jest to mój pierwszy blog "na poważnie".
- Większość rozdziałów powstawała przy nastrojowej muzyce.
- Nie lubię postaci Draco. Został jednym z głównych bohaterów przez chwilowy impuls i modne Dramione.
- Związek Hermiony i Severusa od początku miał nie zostać wykryty.

- Draco oficjalnie nigdy się nie dowiedział, że Aleksander nie jest jego synem.
- Imię córki Draco i Luny, Cassiopeia, to gwiazdozbiór - tak samo jak imiona innych członków rodu Malfoy'ów.
- Ron do końca życia będzie samotny.
- Hermiona i Severus nigdy nie wzięli ślubu i nie mieli więcej dzieci. Uważali, że to nie fair w stosunku do Aleksandra.
- Aleks nie lubi eliksirów, ale uwielbia transmutację. 
- Hermiona i Severus mieszkają w Finlandii.
- Hermiona została Mistrzynią Eliksirów.
- Harry i Draco zostali przyjaciółmi.
- Hermiona i Severus nigdy się nie spotkali z synem, ale korespondowali do samego końca.

Mam nadzieję, że w ten sposób zaspokoiłam chociaż trochę Waszą ciekawość i do zobaczenia "kiedyś tam"! Mam nadzieję, że będziecie ze mną przy pisaniu następnego bloga.
Pozdrawiam i życzę udanego nowego roku szkolnego! ^^

29 sierpnia, 2014

Epilog

Aut:
O mój Boże, wreszcie! Skończyłam! W sumie nie jestem pewna, czy to słowa smutku czy szczęścia... chyba tego i tego. Tyle miesięcy pisałam Hogwardzki trójkąt, że zapewne do końca życia, będzie w pewien sposób dla mnie ważny.
Chyba chwilowo muszę odpocząć do Hermiony i Severusa, ale to nie znaczy, że i porzucam. Będę dalej pisać miniaturki! Co do drugiego bloga z tym tematem, to muszę się zastanowić. Chciałabym coś swojego, nowego. Mam nadzieję, że przeczytacie go równie chętnie jak tego :D

Chciałam podziękować wszystkim czytelnikom. - tym nowym i starym, anonimowym i zalogowanym. Po prostu wszystkim! Bez Was nie byłoby tej historii. Dziękuję! ^^



Dolina Godryka, 07.09.2000r.
            Hermiono!
            Tak jak nalegałaś, nie pisałam do Ciebie przez dwa lata. Nikt się niczego nie domyślił, nawet sam Dumbledore, niczego nie podejrzewa, chociaż zasmucił się, gdy Marcel powiedział mu, że Severus odszedł. McGonagall podobno wpadła w szał – uważała, że za bardzo na niego naciskał i Twoja „śmierć” pogorszyła jego stan. Mam oczywiście na myśli, nienawidzenie samego siebie i ogólną radość do całego, otaczającego go świata.
            Wszyscy za Tobą tęsknią, chociaż starają się żyć dalej. Nie jest to proste, szczególnie, gdy zna się prawdę. Wiem, że gdzieś tam jesteś, ale nie mogę napisać, poradzić się. Z początku myślałam, że zwariuję. Wiele razy byłam bliska napisania, jednak zawsze w porę rezygnowałam – nie mogłam narazić Was na niepotrzebne niebezpieczeństwo, przez mój egoizm. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że ten list wreszcie mogę wysłać!
            Jak pewnie wiesz, Aleksander ma dwa latka. Mieszka z Draconem i Luną (tak, są razem, czyż to nie wspaniałe?!) w ogromnej, Malfoy’owskiej rezydencji – oni mają stanowczo za dużo pieniędzy. Draco pracuje w Ministerstwie Magii na wysokim stanowisku. Nie wiem dokładnie, zawsze wychodzę z pokoju, gdy zaczyna mówić o tym co robi. Strasznie nudno opowiada, nie wiem, jak mogłaś z nim wytrzymać! Luna natomiast, bada nieistniejące gatunki roślin i zwierząt. Wyobraź sobie, że na świecie jest więcej takich... ludzi jak ona. Ponoć, nieźle sobie radzi.
            Aleks ma się dobrze. Urodę zdecydowanie odziedziczył po Tobie, ale to chyba lepiej (nie powtarzaj tego Snape’owi!). Ma dopiero dwa lata, więc nie mogę powiedzieć zbyt dużo o jego charakterze – jest uroczym dzieckiem z dużymi, czarnymi oczami. Jest oczkiem w głowie Dracona. Dostaje od niego absolutnie wszystko, od małej, latającej miotełki, po magiczną, elektryczną gitarę, na której przez pierwszy miesiąc, grał dzień i noc. Luna zrobiła Malfoy’owi awanturę o nieodpowiednich prezentach i groziła wyprowadzką. Wszystko skończyło się dobrze, ale do teraz jestem chyba lekko przygłucha.
            Jeśli chodzi o mnie, to dwa miesiące temu wyszłam za Harry’ego! Uroczystość była całkiem spora – moja rodzina jest ogromna, jak doskonale pamiętasz, a do tego przyjaciele i znajomi. Mama przez tydzień nie wychodziła z kuchni i cały czas płakała. Było trzy razy gorzej, niż na weselu Billa.
            Harry został szefem biura Aurorów. Uwielbia tę robotę, a ja jej nienawidzę. Prędzej czy później wykończy mnie nerwowo. Ile mogę się martwić, czy wróci do domu cały i zdrowy? Nie mam jednak serca, aby kazać mu przestać.
            Ja sama szkolę przyszłych Aurorów -  dzięki Severusowi, jestem Mistrzynią Oklumencji i Ministerstwo zwerbowało mnie do uczenia studentów, obrony umysłu. Szczerze powiedziawszy, nic dziwnego, że przez tyle lat, nie mogli poradzić sobie z Voldemortem! Większość z nich to zwykli kretyni…
            Ron jest zawodowym Obrońcą. Gra w angielskiej reprezentacji, może nawet o tym słyszałaś. Niestety, nie ma nic poza Quidditch’em. Całkowicie odciął się od rodziny, ostatni raz, widziałam go na ślubie. Najgorzej poradził sobie z Twoją „śmiercią”. Przez wiele miesięcy zapijał się w barze, aż w końcu Harry i Draco (wyobraź sobie, że zostali przyjaciółmi) przeprowadzili z nim poważną rozmowę. Dzięki temu wyszedł trochę do ludzi i zaczął grać. Chyba tylko dzięki temu może funkcjonować. Skoro mu to pomaga, to nie widzę przeciwskazań.
            Nie bierz tego do siebie. Wszyscy w jakiś sposób, musieli poradzić sobie z Twoim odejściem, nikomu nie było łatwo. Wojna odcisnęła ogromne piętno na magicznej społeczności. Wszyscy boją nie drugiego Voldemorta. Ministerstwo próbuje zmienić ustrój, aby temu zapobiec, ale to nic nie da – ludzie po prostu muszą zapomnieć.
            Liczę, że Tobie i Severusowi, dobrze się układa. Pamiętam, jak w szkole byłaś w nim zakochana. Mam nadzieję, że tak jest dalej! On ma trudny charakter, ale da się z nim wytrzymać. Zawsze należałaś do osób upartych.
            Odpisz mi, jak znajdziesz trochę czasu. Już nie mogę się doczekać!
            Pamiętaj, że Cię kocham! Bardzo, bardzo mocno!
Twoja
Ginny Potter (nareszcie!)”

„Dolina Godryka, 16.11.2002r.
            Hermiono!
            Draco nareszcie (!) oświadczył się Lunie! Tak się cieszę, że to zrobił. Wiem, że chciał już od dawna, ale nie mógł się zdobyć. Chyba bał się odrzucenia… Luna na szczęście jest dokładnie tym, czego potrzebuje. Jest mu całkowicie oddana i szczerze go kocha.
            Aleksander, pomimo tego, że ma dopiero cztery latka, zdaje się wszystko rozumieć i co najważniejsze, cieszyć. To naprawdę mądry dzieciak, ale co tu się dziwić – mając takie geny, musi być geniuszem!
            Ron dalej gra w Quidditch’a. Trochę mnie to martwi, bo nie ma dla nikogo czasu. Nie umiem powiedzieć, czy on dalej cierpi – w końcu minęły cztery lata! Wydaje mi się, że po prostu przyzwyczaił się do takiego życia i boi się cokolwiek zmienić. Trochę to przykre.
            Harry i mama zaczynają nalegać na dziecko, ale ja… nie chcę. To znaczy, kocham Aleksa, ale nie wiem, czy chcę własne dzieci. W każdym razie, na pewno nie teraz. Harry marudzi, ale rozumie. Gorzej z mamą! Wiesz, jaka ona jest – nie odpuści tak łatwo. Wymiguję się pracą, ale nie wiem, ile uda mi się ich zwodzić.
            Pozdrów ode mnie Severusa!
            Kocham Cię!
Twoja
Ginny Potter”

„Dolina Godryka, 01.03.2007r
            Hermiono!
Ron ma dzisiaj urodziny. Miałam nadzieję, że wyskoczymy gdzieś całą piątką, ale w ostatnim momencie zmienił zdanie. Napisał, że ma ważny trening i nie może wpaść. Było mi przykro, w końcu to mój brat, ale wiem, że trzyma się Quidditch’a, jak tylko może. On ma już dwadzieścia sześć lat! Jego kariera pomału się kończy. Powinien rozejrzeć się za nową pracą. Wiem, że pieniędzy ma tyle, że do końca życia nie musi pracować, ale brak pracy nie wpłynie na niego dobrze. Nie chciałam tego pisać, ale boję się o niego…
            Aleksander ma już dziewięć lat! Merlinie, jak ten czas płynie. Przecież przed chwilą urodził się James, a teraz ma już trzy latka! Zresztą tak samo jak córka Draco i Luny, Cassiopeia. Jest naprawdę urocza i wygląda jak mała Luna – te same złote włosy i srebrne oczy.
            Draco twierdzi, że Aleks jest do ciebie podobny – nad wyraz inteligentne dziecko. W dodatku wygląda jak ty, gdy byłaś w jego wieku (tak mu się przynajmniej wydaje). Ja jednak widzę więcej, niż on, niż ktokolwiek inny. Dostrzegam cechy, których nikt nawet nie próbuje u niego znaleźć. Zdecydowanie ma oczy Severusa. Tyle razy rozpływałaś się nad jego głębokim spojrzeniem, że zapamiętałam ich kształt i kolor. Zresztą, nie tylko oczy ma po Snape’ie. Charakterek ma wyjątkowo wybuchowy, ale to akurat Wasza wspólna cecha. Potrafi całymi dniami siedzieć w bibliotece i czytać książki. O większości sprawach nie mam nawet pojęcia! Umie bronić własnych racji, co akurat cieszy Draco. Uważa, że będzie wspaniałym dziedzicem Malfoy’owskiego dworu i fortuny.
            Harry śmieje się, że w domu mamy dżunglę. W sumie nic dziwnego – trójka biegających dzieciaków. Lily na szczęście jeszcze tak nie rozrabia (ma dopiero roczek), ale w sumie nie wiem, które z nich potrzebuje najwięcej uwagi. James próbuje (dosłownie!) roznieść dom, Albus jest nieco spokojniejszy, ale mimo wszystko można oszaleć. I pomyśleć, że nie chciałam dzieci…
            Kocham Cię!
Twoja
Ginny Potter”

„Dolina Godryka, 11.07.2009r.
            Hermiono!
Aleks skończył wczoraj jedenaście lat! Dostał list z Hogwartu i już nie może się doczekać – jego podekscytowanie było wprost zdumiewające. Zachowywał się,  jak zwykły, mugolski chłopiec, który nigdy nie słyszał o magii. Przez cały dzień opowiadał nam o szkole - zachowywał się dokładnie tak jak ty, gdy trafiliście do Hogwartu (Harry i Ron  kiedyś mi powiedzieli).
            Luna twierdzi, że teraz trwają wieczne dysputy, do którego domu trafi. Draco oczywiście rozpływa się nad Slytherinem, ale równie mocno przypomina, że Ty byłaś w Gryffindorze i może to tam trafić. Ja osobiście mam wrażenie, że Aleks trafi do Ravenclawu!
            Muszę kończyć, kocham Cię!
Twoja
Ginny Potter”

„Dolina Godryka, 12.09.2009r.
            HA! MÓWIŁAM! Aleks trafił do Ravenclawu!
            Luna jest wniebowzięta, twierdzi, że od samego początku to przewidywała. Draco nie może uwierzyć, ale przypomniałam mu, że ty też prawie tam trafiłaś. Już się o wiele mniej dąsa.
            Aleksander, jak nie trudno zgadnąć, jest wybitny ze wszystkich przedmiotów, tak w każdym razie twierdzą nauczyciele (większość z nich koresponduje z Draco – to się nazywa kontrolowanie własnego syna. Swoją drogą ciekawe, czy Lucjusz Malfoy też tak robił. Chociaż nie przypominam sobie, aby Draco był jakiś szkolnym geniuszem, oczywiście poza eliksirami. Severus był stronniczy!)
            I teraz nie uwierzysz! Aleks głośno i otwarcie uważa, że nienawidzi eliksirów! Trochę to śmieszne, nie sądzisz? Ma takich rodziców i nie lubi mieszać w kociołku? Obydwoje jesteście przecież Mistrzami Eliksirów. Jestem pewna, że z czasem mu przejdzie…
            Ron definitywnie zakończył karierę Obrońcy. Wczoraj wrócił do Nory (dlatego piszę dopiero teraz o Aleksie w szkole). Przez dwie godziny rozmawiał z rodzicami. Zakończyło się to na płaczu ze strony mamy i uścisku ręki ze strony taty. Chyba nie pisałam, ale byli pokłóceniu. Tata napisał do Rona, żeby wrócił wreszcie do domu, bo mama się martwi. Zignorował
prośbę i powstała awantura. Pogodzili się dopiero teraz. Dzisiaj idziemy na drinka do Trzech Mioteł. Mam nadzieję, że Ron wreszcie o Tobie zapomniał!
            Kurczę, jestem już spóźniona! Kocham Cię.
Twoja
Ginny Potter”

„Dolina Godryka, 23.12.2009r.
            Hermiono!
            Aleksander wczoraj przyjechał na święta Bożego Narodzenia. Cały czas opowiada o szkole, buzia mu się nie zamyka. Jest taki uroczy, gdy orientuje się, że nikt go nie słucha i udaje, że się obraża. Dokładnie tak jak ty.
            W ramach prezentu pod choinkę, zażyczył sobie prawdę. Dotychczas nie pytał wiele o ciebie, zdawał sobie sprawę, że to bolesny temat. Oboje z Harrym uważamy, że dzieciaki w szkole zasypywały go pytaniami. Usłyszały pewnie od rodziców jakieś plotki i poruszyły ten temat przy Aleksie. Dzieci potrafią być brutalnie bezwzględne. Szkoda tylko, że jeszcze nie mogę powiedzieć mu prawdy. Jestem pewna, że by zrozumiał.
            Napiszę Ci, jak przebiegła ta rozmowa.
Wesołych Świąt dla Ciebie i Severusa.         
            Twoja
Ginny Potter”


„Nora, 03.01.2010r.
Draco wreszcie opowiedział wszystko Aleksowi. O tym jak zeszliście się pod koniec szóstej klasy i jak wasz związek przetrwał wakacje. To jak cała szkoła była przeciwko wam (Aleks nie mógł uwierzyć, że Draco i Harry byli szkolnymi wrogami), a jednak dalej się spotykaliście. Powiedział mu, jak przez przypadek zaszłaś w ciążę i jak się rozstaliście, bo podobno spodobał Ci się ktoś inny. Niczego nie ominął, momentami był wręcz brutalnie szczery. Wspomniał nawet, że Malfoy’owie byli skończonymi dupkami i, że to dla Ciebie zmienił strony, chociaż wiedział, że nie ma u Ciebie żadnych szans. Gdy opowiadał o wojnie i o tym, jak dowiedział się, że zginęłaś, płakał jak dziecko. Widok był naprawdę przygnębiający. Jednak, gdy wreszcie się uspokoił, powiedział, że niczego nie żałuje i wszystko zrobiłby raz jeszcze.
Gdy później rozmawiałam o tym z Aleksanderm, aby upewnić się, że wszystko zrozumiał, udowodnił, czyim jest tak naprawdę synem. Chłodny rozsądek  Severusa i Twoje dobre serce, dało wspaniałe połączenie. Możecie być z niego dumni.
Szczęśliwego Nowego Roku!
Twoja
Ginny Potter”

Dolina Godryka, 07.08.2014r.
Hermiono!
Wczoraj popołudniu przyszła sowa z wynikami Aleksandra z Sumów! Miał wszystkie „Wybitne”, nawet z eliksirów! Nie wiedziałam, że można czegoś takiego dokonać. Nawet ty miałaś jedno „Powyżej Oczekiwań”. Ale pewnie Snape miał najwyższe oceny. Kujon!
Pamiętam, jak sama się do nich przygotowałaś. Śmiać mi się chciało, bo miałam je dopiero za rok, a ty, wraz z Harrym i Ronem musieliście się kuć. Gorzej było w następnym roku… Związałam się z Harrym i nie miałam najmniejszej ochoty siedzieć przy książkach! Zdałam pewnie tylko dzięki tobie. Nigdy Ci nie podziękowałam. Nie tylko za egzaminy, ale za wszystko. Wspierałaś mnie z moją obsesją na punkcie Harry’ego. Gdyby nie ty, zrezygnowałabym ze  sto razy. Dziękuję, kocham Cię.
            Twoja
Ginny Potter”

„Dolina Godryka, 30.06.2016r.
Aleksander skończył Hogwart. Nie mogę w to uwierzyć! Kiedy ten czas minął? Przecież niedawno sama chodziłam do szkoły i pisałam Owutemy… A teraz jestem mężatką od szesnastu lat! James chodzi do drugiej klasy, a Albus do pierwszej. Lily dopiero w przyszłym roku, ale i tak potrafi mówić tylko o magii.
James chyba podkochuje się w Cassiopei. Albus mi mówił, że w szkole są nierozłączni. Fajnie by było, prawda? Gdyby James ożenił się z Cass, bylibyśmy rodziną! Tak naprawdę.
Niedługo siedemnaste urodziny Aleksa… planujesz powiedzieć mu prawdę, tak jak kiedyś sugerowałaś? To zrujnuje całe jego życie, ale… wydaje mi się, że powinien poznać biologicznych rodziców. Nawet, jeżeli nie osobiście. Pewnie będzie się wściekać i złościć, ale zrozumie. W końcu jest Krukonem i łeb ma nie od parady. Zasługuje na prawdę.
            Wiesz, że pomogę Ci to wszystko ułatwić. Daj znać i nie słuchaj Severusa.
            Kocham Cię.
Twoja
Ginny Potter

            - Znowu czytasz te listy?
- Chcę mu powiedzieć.
- Wiesz, że to nie jest dobry pomysł. Jest dorosły, ma własne życie i rodzinę. Nie możesz tego zepsuć.
- Jak był dzieckiem, mówiłeś, że jest za mały, aby zrozumieć. Gdy jest już duży, twierdzisz, że jest za stary. Zdecyduj się.
- Nie odpuścisz, prawda?
- Nie. Zrobiłam to wszystko, tylko dlatego, bo wiedziałam, że kiedyś pozna prawdę. Musimy skończyć, to co zaczęliśmy.

            Ginny stanęła przed pokojem Aleksandra. Zagryzła wargę i zawahała się. A co, jeżeli to faktycznie nie jest dobry pomysł? Jeśli on się obrazi i już nigdy się do nich nie odezwie? Znała prawdę jeszcze przed jego narodzeniem i przez tyle lat go okłamywała. To może być za dużo. On ma zaledwie siedemnaście lat…
- Czemu tu stoisz? – wyrwał ją z zamyślenia cichy, męski głos.
- Aleks! – uśmiechnęła się sztucznie – Myślałam, że jesteś w pokoju.
- Byłem w kuchni – wytłumaczył, kręcąc głową. Posłał jej dłuższe spojrzenie, które wytrzymała – wejdziesz?
- Jasne.
            Chłopak otworzył przed nią drzwi i weszła do jego pokoju. Podeszła do dużych okien. Miał widok na ogród, który teraz był pełen ludzi. Draco wyprawił synowi przyjęcie urodzinowe.
- Wszystko w porządku? – zapytał, podchodząc do niej.
- Mam coś dla ciebie. Przyszło wczoraj wieczorem – z wewnętrznej kieszeni szaty, wyciągnęła małą fiolkę. Zacisnęła ją na moment w dłoni, po czym drżącą ręką, podała mu.
- Czy to…? – podniósł naczynie do słońca i skrzywił się. Nie lubił eliksirów, znał się na nich na tyle, aby domyślić się, co to jest.
- Wspomnienia – wyszeptała, żałując, że nie potrafi powiedzieć tego głośniej. Serce biło jej tak mocno, że niemal dziwiła się, że tego nie słyszy.
- Wspomnienia? – powtórzył i spojrzał na nią, marszcząc czoło – Twoje?
- Nie. Twoich rodziców.
             W pokoju zaległa cisza. Aleks ponownie spojrzał na fiolkę, jakby trochę niedowierzając. Potem westchnął i odezwał się pustym głosem.
- Tata… nie jest moim ojcem, prawda?
            Ginny otworzyła szerzej oczy ze zdumienia i przez moment nie potrafiła się odezwać. Od jak dawna zna prawdę?
- Nie biologicznym. Skąd wiesz?
- Nie jestem do niego podobny. Ani trochę. Żadnych blond włosów i jasnych oczu – moje są czarne i nawet kształt jest inny. Takich różnic jest mnóstwo, aż ciężko wyliczyć – wzruszył ramionami. – Ale to w sumie nie ma większego znaczenia. Jest moim ojcem, wychował mnie. Tak samo, jak Luna matką. – uśmiechnął się lekko do Ginny – Więc… kim oni są?
- Hermiona Granger, oczywiście. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak do niej jesteś podobny. A ojcem jest… Severus Snape – spojrzała niepewnie na Aleksa. Wiedziała, że znał to nazwisko i domyślała się, że się nie ucieszy.
- Snape? Czy to nie on ją zabił?!
- Tak, to on… ale nie zrobił tego. Obydwoje żyją.
            Nie musiała nic więcej mówić. Aleksander podszedł do szafki i z dolnej szuflady wyciągnął zabytkową myśloodsiewnię. Dostał ją od Draco i Luny na szesnaste urodziny. Postawił ją na biurku i odkorkował fiolkę ze wspomnieniami. Ostatni raz spojrzał na Ginny, ale nie doczekał się żadnej reakcji. Nie potrafiła się ruszyć, mogła tylko biernie patrzeć. Aleks odezwał od niej spojrzenie i wlał do misy ni to płyn, ni to gaz. Następnie pochylił się i na powrót pojawił się w Hogwarcie, siedemnaście lat wcześniej.

„- Dlaczego tu jesteś? – zapytał zrezygnowany Severus, po dłużej chwili milczenia. Hermiona nie odpowiedziała od razu. Przez jakiś czas patrzyła w ogień.
- Boję się – głos miała cichy, pełen niepewności. Po jej ciele, przeszły potężne dreszcze i to prawdopodobnie nie z zimna. Objęła się szczelnie rękoma i odwróciła wzrok.
- Każdy się czegoś boi, to naturalne – mruknął, poprawiając się w fotelu.
- Severusie, co z nami będzie? – nie wytrzymała i zadała najbardziej dręczące ją pytanie. Zagryzła wargę i odetchnęła głębiej.
- A więc o to chodzi… - Snape wstał z fotela, podszedł do szafy i z ukrytej szuflady, wyciągnął połowę Ognistej. Odkorkował ją i wziął potężnego łyka. Hermiona patrzyła na to całe przedstawienie z mieszaniną odrazy i złości. I to by było na tyle po trzeźwiej rozmowie.
- To aż na tyle dziwne pytanie, że musisz się upijać? – zapytała, wstając z ziemi i podchodząc do niego.
- Nie umiem ci nie odpowiedzieć – powiedział jej prosto w twarz. Skrzywiła się, gdy doleciał do niej, odór alkoholu. Bez zastanowienia, wyrwała mu butelkę z ręki i wrzuciła do ognia.
- Granger! – Snape zawył z wściekłości. Wreszcie coś w nim pękło. – Pytasz co z nami będzie, tak? Otóż nie mam zielonego pojęcia. Jakbyś nie zauważyła, nie mam wolnej woli! Dopóki Czarny Pan żyje, nie mam przyszłości, nic mnie nie czeka.
- Severusie, uspokój się – poprosiła cicho, stając na palcach i kładąc mu ręce na policzkach, zmuszając tym samym, aby spojrzał jej w oczy. – masz taką samą szansę na przyszłość, jak ja. Jak każdy w Zakonie Feniksa. Nie pewną… ale jeżeli się uda, możemy wygrać wszystko!
- Czego ode mnie oczekujesz? – zapytał w końcu.
- Zgody… na działanie. Nie zamierzam czekać z założonymi rękami, aż wybuchnie wojna. Nie będę patrzeć, jak na moich oczach, giną ludzie, przyjaciele. Nie pozwolę na to, aby stała ci się krzywda!
            Severus zdjął jej ręce ze swoich policzków i pokręcił rozbawiony głową. Patrzył na nią z ponurym uśmiechem.
- Jesteś głupia, skoro sądzisz, że w pojedynkę coś zdziałasz. Nie zdajesz sobie sprawy, jak potężny jest Czarny Pan. Ilu on ma ludzi pod sobą, gotowych zabić, na każde jego skinienie. Zakon Feniksa istnieje dzięki mnie. Gdy wreszcie zostanę zabity, skończy się wasza jakakolwiek nadzieja! Wszystko co wiecie, wiecie dzięki mnie! Kiedy zaatakuje, kogo zwerbował, jaki jest jego następny krok!
- Właśnie dlatego chcę się włączyć… w ratowanie ci życia, Severusie – powiedziała cicho, patrząc mu odważnie w oczy – nie chcę się łudzić, że go powstrzymamy, a już na pewno, nie sądzę, że dokonam tego sama! Chcę mieć plan awaryjny. Taki, z którego skorzystamy, gdy będzie już za późno…”*
            Snape zmarszczył czoło. Nie wiedział, czy ma zostać poważny, czy może się roześmiać.
- Plan awaryjny? Odbiło ci?
- Nie! – podeszła z powrotem do ognia, zagryzając wargę. Przez moment milczała, po czym ponownie się do niego odwróciła. – Słuchaj, obydwoje wiemy, że nawet, jeśli Zakon wygra… masz małe szanse.
- Właśnie to próbuję ci od jakiegoś czasu powiedzieć – wtrącił się, prychając. Posłała mu groźne spojrzenie, wiec umilkł.
- Voldemort może i zostanie pokonany, ale nie ma możliwości, aby wyłapać wszystkich Śmierciożerców. W każdym razie, nie od razu. Będą się ukrywać i czekać na odpowiedni moment. Ogólnie, będzie już wtedy wiadomo, że byłeś szpiegiem, więc będą chcieli się zemścić. Będziesz w niebezpieczeństwie. Natomiast… możliwe, że wygra Voldemort. Wtedy w najlepszym wypadku, od razu mnie zabiją, a w najgorszym, stanę się zabawką, na przykład Lucjusza Malfoy’a.
            Snape wzdrygnął się malowniczo i jakby lekko zbladł. Wolała nie pytać, co sobie wyobraził.
- Zabiję cię. W takim wypadku, zrobię wszystko, aby cię zabić.
- Możesz nie mieć takiej możliwości – powiedziała cicho i podeszła bliżej. Położyła mu rękę na torsie i uśmiechnęła się delikatnie.
- Więc… - odchrząknął, patrząc na nią – co proponujesz?
- Plan jest jeszcze niedopracowany, ale mam zarys. W odpowiednim momencie, podczas wojny, zabijesz mnie, ale nie naprawdę. To będzie wyglądało, jak śmierć i wszyscy muszą tak myśleć. I ktoś koniecznie musi to widzieć – odetchnęła głębiej i kontynuowała – niedługo po wojnie, gdy załatwisz wszystkie sprawy… znikniesz, albo upozorujesz śmierć. Trzeba nad tym pomyśleć.
            Przez moment trwało milczenie. Mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu Severus pokręcił głową.
- To najgłupszy plan, o jakim słyszałem. Absolutnie idiotyczny.
- Niby dlaczego? Trzeba nad nim popracować, ale ma potencjał.
- Potencjał? Zwariowałaś. Jak niby zamierzasz to zrobić? – warknął i cofnął się parę kroków do tyłu. – Skoro zamierzasz się zabić, – udał, że w rysuje w powietrzu niewidzialny cudzysłów – to co zrobisz z dzieckiem? Pamiętasz, że jesteś w ciąży?
- Tak, pamiętam – mruknęła i usiadła na fotelu – Myślę nad tym. Z pewnością, Draco się nim zajmie, ale… nie wiem, czy dam radę je oddać.
- Och, przecież porzucić własne dziecko, to żaden problem – zakpił i szybko dodał – A jak chcesz się zabić, ale nie na śmierć?
- No… tego też jeszcze nie wiem, ale jestem pewna, że to da się zrobić.
            Snape spojrzał na nią z ogromnym powątpiewaniem i scena rozmyła się. Moment później, pojawiła się kolejna.
           
Hermiona weszła do gabinetu Snape’a, ewidentnie podekscytowana. Uśmiechnęła się szeroko.
- Wywar Żywej Śmierci! – zawołała, ignorując go. Usiadła na krześle i odetchnęła głębiej. Miała lekką zadyszkę. W końcu z Pokoju Wspólnego do lochów jest kawał drogi, a ona była już w siódmym miesiącu.
- Cieszę się, że w końcu się go nauczyłaś, bo z tego co wiem, omawia się go w szóstej klasie, Granger – mruknął ironicznie.
- Oh, przestań! Nie o to chodzi! – na blade policzki Hermiony, wystąpiły rumieńce emocji, a w zmęczonych oczach, pojawiły się wesołe iskierki. Severus zauważył tę zmianę, dlatego zamknął książkę i zaczął przyglądając się jej z ciekawością. – chodzi mi o plan, który ma uratować nam życie, gdy będzie za późno!**
- No nie, znowu? – prychnął, kręcąc zirytowany głową. Nie miał ochoty ponownie przechodzić przez tę rozmowę.
- Już wiem, jak można mnie zabić, ale nie na śmierć. Wywar Żywej Śmierci! – zawołała ponownie i pochyliła się do przodu. Oparła się na biurku, nie odrywając od niego spojrzenia.
            Snape przez chwilę się zastanawiał, a ona dawała mu na to czas, chociaż chciała wszystko przedyskutować. Wiedziała jednak, że dopóki sam tego nie przemyśli, nie będzie chciał rozmawiać. W końcu, odezwał się niechętnie.
- Musiałabyś go zażyć w ostatnim momencie, tuż przed zaklęciem. Nie można „uśpić” jego działania.
- Wiem. Jest to trochę problematyczne, ale nie niewykonalne.
- Ale nie zamieniłem zdania. Plan jest idiotyczny i nie wypali – stwierdził, uśmiechając się ironicznie – Wiesz już, co zrobisz z dzieckiem?
- Ja…
- No właśnie – mruknął.
- Mógłbyś mi pomóc. Jesteś geniuszem, jeśli chodzi o plany. Po prostu nie chcesz tego zrobić!
- Mam ciekawsze rzeczy do roboty – wyciągnął z szuflady stos wypracowań do sprawdzenia i zaczął ją ostentacyjnie ignorować.
- Och, no jasne! – syknęła – Według ciebie, co powinniśmy zrobić?
- Na pewno nie udawać, że cię zabiłem. Nie dasz rady sama, bez dziecka, przyjaciół, tylko ze mną. Wytrzymasz maksymalnie tydzień!
- Przekonajmy się! – krzyknęła, ponownie wstając i podchodząc do niego. Szturchnęła go palcem w tors.
- Nie. Nie skarzę cię na coś takiego.
- To chyba moja decyzja, nie sądzisz?
- Ale to ja będę musiał z tym żyć – odparł cicho i odgarnął jej zabłąkanego loka z twarzy. Scena znowu się zmieniła.

            - Ginny, pamiętasz, jak parę dni temu mówiłam ci o tym, że Aleks jest synem Severusa, a nie Dracona i, że mamy pewien plan?
- O takiej rewelacji ciężko zapomnieć… - mruknęła, pochylając się nad książką. Siedziały w bibliotece, robiąc zadania domowe.
- Właśnie – zgodziła się, odsuwając od siebie zapisany pergamin. Wyprostowała się i spojrzała na przyjaciółkę – Jesteś mi potrzeba w realizacji.
- Co masz na myśli? – wreszcie niepewnie uniosła głowę. Hermiona uśmiechnęła się nieśmiało.
- Wymyśliłam plan, który uratuje Severusowi i mi życie – i opowiedziała jej wszystko ze szczegółami, nie omijając niczego. Własnej śmierci, oddania Aleksa, odejścia Severusa, po prostu niczego.
- I… w czym jestem wam potrzebna? – zapytała słabo. Nie codziennie się słyszy, że najlepsza przyjaciółka chce udać zgon.
- Po pierwsze i najważniejsze, musisz dopilnować, aby Draco zajął się Aleksandrem. Jesteś jego matka chrzestną, więc również jesteś do tego zobowiązana. Dasz radę to zrobić?
- Oczywiście – wyszeptała, ukrywając twarz w dłoniach. Hermiona spokojnie odczekała, aż dojdzie do siebie.
- Po drugie i równie ważne, musisz podać mi kolejną dawkę Wywaru Żywej Śmierci. Jak już będę w Skrzydle Szpitalnym, kostnicy, czy tam, gdzie będą trzymać zmarłych. Jeżeli tego nie zrobisz, obudzę się i wszystko pójdzie na marne.
- Hermiono, to chore! Na pewno jest inny sposób!
- Nie ma. Uwierz mi, że ja również nie chce tego robić, ale nie mam innego wyboru - powiedziała z mocą, opuszczając głowę. W tamtej chwili wyglądała na mocno przygnębioną.  Moment później scena się rozwiała i pojawiła kolejna.
           
            Hermiona znowu była w prywatnych komnatach Snape’a. Siedziała po turecku na łóżku, żywo coś tłumacząc, a Severus kompletował ubranie. Wyglądał na równie wzburzonego co ona.
- Nie chcę go zostawiać, ale to jest jedyne wyjście! – krzyknęła, uderzając pięścią w poduszkę.
- Tu nie chodzi o samo zostawienie dzieciaka, tylko o to, jak to odbierzesz. Załamiesz się! Nie będziesz potrafiła myśleć o niczym innym, tylko o tym, że zostawiłaś go z Malfoy’em. Nie dasz rady!
- To jest mój syn, Severusie. Gdybym zostawiła go bez problemu, mogłabym się nazywać psychopatką – wyszeptała, ocierając szybko spływającą łzę po policzku. Snape spojrzał na nią i westchnął głęboko. Odłożył szatę na fotel, podszedł do łóżka i usiadł obok.
- Mnie również nie będzie łatwo, ale przyzwyczaiłem się do straty… - mruknął, patrząc na nią intensywnie – Pamiętasz co czułaś, gdy straciłaś rodziców? – skinęła lekko głową – Będzie gorzej, o wiele gorzej i skarzesz się na to z własnej woli.
- Ale… - zaczęła, ale łagodnie jej przerwał.
- Stracisz syna, którego dopiero poznasz. Stracisz przyjaciół, znajomych, wszystko co znałaś. Będziesz martwa z technicznego punktu widzenia. Chcesz tego?
            Hermiona pociągnęła głośno nosem. Spojrzała na Severusa i przysunęła się bliżej. Oparła głowę na jego torsie i zaczęła szlochać. Gdy zaczęła lekko drżeć, Snape objął ją ramieniem, chcąc uspokoić. Nie działało. Cały czas zanosiła się płaczem.
- To jest jedyne wyście, aby cię uratować – wyjąkała, ocierając łzy. – więc, jeżeli patrząc na to w ten sposób to… tak, chcę tego.
           
            Pojawiła się kolejna scena. Hermiona już urodziła. Oboje stali przy jednym kociołku i zaglądali do środka. Severus dodał jakiś brakujący składnik i eliksir zrobił się biały. Obydwoje uśmiechnęli się z zadowoleniem.
- Będziemy gotowi na bitwę – przyznał Snape i otarł perlący się na czole pot.
- Jasne, że tak – przytaknęła i poprawiła wysoki kucyk. Wyglądali na zmęczonych, jednak starali się nie zwracać na to uwagi. Mieli robotę do wykonania. – Kiedy cię wezwie?
- Lada moment – mruknął niechętnie. Był świadomy tego, że już nie wróci przed bitwą do Hogwartu. Voldermot mógłby zacząć coś podejrzewać. – Kiedy zawieziesz Aleksa do Andromedy?
- Jutro wieczorem, albo pojutrze rano. Zobaczymy, jak będzie z czasem.
            Severus podszedł do kolejnego kociołka i zaczął przygotowywać go do pracy. Hermiona w tym samym czasie, przelewała eliksir Słodkiego Snu do fiolek i zanosiła do schowka. Starała się nie myśleć zbyt dużo przy tej czynności.
- Na pewno chcesz to zrobić? – zapytał nagle Snape, nie przerywając pracy.
- Nie, ale nie mam wyjścia – odetchnęła głębiej i dodała – Aleksowi dobrze będzie z Draco. Poza tym, Ginny zna nasz plan. Zgodziła się na wszystko. Nie będzie jakoś specjalnie cierpiał.
- Ty będziesz – przypomniał jej bezbarwnym tonem.
- Ty również.
- Tak.
            Znowu powrócili do swoich czynności, jednak myśleli na pewno o tym samym. W końcu Hermiona skończyła chować fiolki i podeszła do Severusa. Objęła go w pasie od tyłu i położyła głowę na jego plecach. Mężczyzna zamarł, ale tylko na sekundę. Obrócił ją tak, że mógł spojrzeć jej w oczy. Delikatnie pogładził kciukiem jej policzek.
- Jak spotkamy się podczas bitwy i będzie ku temu sposobność, rzucę Drętwotę. Musisz tylko pamiętać, aby zażyć wcześniej eliksir… najpóźniej jak się da.
- Pamiętam. Omawialiśmy to już ze sto razy.
- Nie podoba mi się ten plan – przyznał w końcu.
- Wiem… szczerze mówiąc mnie też nie, ale… - wzruszyła ramionami i stanęła na palcach. Pocałowała go długo i namiętnie.

            Było ciemno i nie wiele było widać. W oddali majaczyła jakaś latarnia, która rzucała światło, nie dolatywało jednak ono do tego miejsca. Nagle aportowała się jakaś postać, trzymająca w rękach małe zawiniątko. Nim ruszyła, sprawdziła, czy wszystko jest w porządku z dzieckiem i poszła do najbliższego domu. Aleks, domyślając się co, będzie przedstawiać ta scena, pobiegł za nią niepewnie.
            Kobieta otworzyła jedną ręką furtkę i weszła na posesję. Potem zapukała do drzwi i cofnęła się krok do tyłu. Nie czekała długo.
- Hermiona Granger, jak mniemam? – w drzwiach pojawił się łysiejący mężczyzna, ale o dobrotliwej twarzy.
- Tak, to ja.
- Wejdź – Tedd Tonks przesunął się, aby zrobić jej miejsce. Hermiona weszła niepewnie do domu i rozejrzała się. Dziecko na rękach zapłakało cicho, więc pochyliła się, aby je uspokoić. Po chwili zapadła niezręczna cisza.
- Tedd, wprowadź ją do salonu! – rozległo się wołanie jakiejś kobiety. Mężczyzna uśmiechnął się do niej i wskazał ręką odpowiedni pokój. Hermiona zagryzła wargę, ale ruszyła w tamtym kierunku.
- Dzień dobry – wydusiła, gdy dostrzegła kobietę siedzącą na kanapie. W pierwszej chwili serce jej zamarło – matka Tonks była uderzająco podobna do Bellatriks! Zacisnęła usta w wąską szparkę i odetchnęła głębiej. To nie była ona, musi się ogarnąć. Zostawia u niej syna!
- Wiele osób tak reaguje – odezwała się i nagle jej twarz się rozpogodziła, a usta rozciągnęły w uśmiechu. Wyglądała już trochę inaczej, przyjemniej. Bella śmiała się tylko, niczym szaleniec. Nigdy w inny sposób.
- Przepraszam, nie chciałam… - zaczęła, ale Andromeda uciszyła ją ręką.
- Moja siostra zabiła ci rodziców. Nie przepraszaj – poklepała kanapę obok siebie. Hermiona niepewnie usiadła obok. Chciałaby, aby Severus był tutaj z nią…- Zajmiemy się twoim synem, nic mu nie będzie. W końcu to mój siostrzeniec.
            Kobieta przyjrzała jej się dłużej, gdy Hermiona spuściła spojrzenie na Aleksandra, śpiącego w jej ramionach. W końcu wstała i położyła jej dłoń na ramieniu. Potem wyszła z salonu, wyprowadzając prze okazji Tedd’a.
- Wiesz, że nie chcę tego robić – wyszeptała, przytulając do siebie chłopca. – Ale nie mam innego wyjścia. Inaczej twój ojciec zginie, przeze mnie! Będziesz bezpieczny z Draco, obiecuję – urwała i zaczerpnęła głęboko powietrza. Za wszelką cenę, nie mogła się rozpłakać.
- Jak będziesz starszy… dowiesz się prawdy. Powiem ci wszystko i  mam nadzieję, że mi wtedy wybaczysz. Naprawdę, jest mi tak bardzo przykro! – zamknęła oczy. Jedna samotna łza spłynęła jej po policzku. Otarła ją szybko wierzchem dłoni.  – Chciałabym wziąć cię ze sobą… jednak to nie jest możliwe. Draco i reszta zaczęliby zadawać pytania, a nie mogę na to pozwolić! Kocham cię, Aleksandrze!

            Scena znowu się zmieniła i Aleks na powrót był w Hogwarcie, prawdopodobnie w Skrzydle Szpitalnym. Zobaczył Ginny stojącą przy łóżku i wychodzącego Dracona. Gdy drzwi się za nim zamknęły, dziewczyna szybko wyjęła z szaty małą fiolkę z napisem „Hermiona”. Podeszła bliżej łóżka i całą zawartość wlała do ust leżącej przyjaciółki.
- Merlinie, mam nadzieję, że postępuję dobrze – wyszeptała i ostatni raz rzuciła dłuższe spojrzenie na Hermionę. Potem wybiegła ze szpitala, licząc na to, że nikt jej nie zobaczy.

            Kolejne wspomnienie również dotyczyło Skrzydła Szpitalnego. W pomieszczeniu było o wiele ciemniej, na dworze zapadł już zmrok. Świeczki dawały mdłe światło – trupom nie było potrzebne nic więcej.
            Nagle drzwi cicho się otworzyły i weszła czarna postać. Aleksander od razu domyślił się, że to Severus. I nie mylił się. Mężczyzna podszedł do łóżka, na którym leżała Hermiona. Wyciągnął różdżkę za pazuchy szaty i zaczął mruczeć pod nosem jakieś zaklęcia. Robił to zbyt cicho, aby można było rozróżnić formułki. Gdy skończył przez chwilę nic się nie działo, aż tuż obok Hermiony, na łóżku, pojawiła się dokładna jej kopia.         
            Severus pochylił się nad prawdziwą Gryfonką i wlał jej do ust eliksir. Cisza ciągnęła się w nieskończoność.
- No dalej, obudź się – szepnął, lekko klepiąc ją dłonią po twarzy. Zadziałało. Hermiona otworzyła powoli oczy i odchrząknęła. W pierwszym momencie nie wiedziała, co się dzieje, ale gdy zobaczyła pochylającego się nad nią Severusa, uśmiechnęła się niepewnie.
- Udało się?
- Tak. Teraz musimy wydostać się z zamku.
            Hermiona usiadła i spuściła nogi z łóżka. Snape podał jej ubranie na przebranie i na wszelki wypadek rzucił zaklęcie kameleona. Oboje przed wyjściem ze Skrzydła Szpitalnego spojrzeli na łóżko, na którym leżała idealna kopia Hermiony. Jedna część jej duszy z pewnością w tej chwili umarła.

            Snape wszedł do pokoju. Zasłony były ciasno zasunięte, tak, że nie dopuszczały dziennego światła. W dodatku panował w nim okropny zaduch.
- Koniec z użalaniem się nad sobą – odezwał się i jednym ruchem odsłonił i uchylił okno. W pokoju zrobiło się o wiele jaśniej i był dopływ powietrza.
- Nie użalam się – odezwała się cicho Hermiona, która siedziała na fotelu, pod ścianą. Patrzyła tępo w podłogę.
- Jasne, a to, że nie wychodzisz z domu od trzech miesięcy, jest całkowicie normalne – zakpił Severus, przyglądając jej się badawczo. – Jestem głodny, ty na pewno również. Ugotuj mi obiad.
- Sam go sobie ugotuj – mruknęła, nawet na niego nie spojrzawszy.
- Proszę o to ciebie – nie dawał za wygraną. Podszedł bliżej, jednak nie na tyle blisko, aby czuła się osaczona. Hermiona mimo tego, skrzywiła się lekko.
- Nie mam ochoty.
- Hermiono Granger! – Snape stracił cierpliwość i zawołał tonem, którego używał na lekcjach. Nie zareagowała, oprócz podniesienia głowy. – Porozmawiaj ze mną – poprosił na powrót spokojnym tonem, prawie błagalnym. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy, ale nie odezwała się.
- Wiedziałem, że będzie ciężko. Nasze charaktery są zbyt różne, abyśmy mogli żyć w zgodzie w tak małym mieszkaniu. Nie sądziłem jednak, że mnie odtrącisz.
- Nie odtrącam cię – zaprzeczyła słabo.
- Owszem, robisz to. Przestałaś ze mną rozmawiać, dotykać, nawet na mnie nie patrzysz.
- Bo ty tam nikogo nie straciłeś! – wybuchła w końcu, zrywając się z krzesła. Zaczęła szarpać rękami włosy. Potem upadła na kolana i ukryła twarz w dłoniach. Po chwili kontynuowała tym samym, oskarżycielskim tonem – Nie cierpisz, bo byli ci obojętni! Nawet Aleksander tak naprawdę cię nie obchodził! A ja straciłam tyle osób… tak strasznie tęsknię!
- Wiem – Severus ukląkł przed nią na dywanie i wziął ją pod brodę. Spojrzał w jej duże, zaczerwienione od ciągłego płaczu, oczy. – wiem, że cierpisz, ale wiedzieliśmy, że tak będzie. Wytrzymaj ten moment, a z czasem będzie lepiej. Za dwa lata, będziesz mogła korespondować z Ginny. Dowiesz się wiele rzeczy o Aleksie…
- Aleks… czy on cię w ogóle obchodził? – przerwała mu, domagając się odpowiedzi. Snape zawahał się na moment, jednak potem skinął głową.
- Owszem. Kocham go, to mój syn.
- To takie trudne! – wyszeptała i pełna wahania, przytuliła go niepewnie. Severus objął ją, mocno przyciągając do siebie.
- Teraz będzie już lepiej. Damy radę! – potem odsunął się kilka centymetrów i namiętnie ją pocałował.

            Aleksander wynurzył się z myśloodsiewni, z głową tak zapchaną informacjami, że nie wiedział od czego zacząć. Jego rodzice żyli i z pewnością dużo dla niego poświęcili. Był pewien, że go kochają, nawet jeśli w sposób nieco platoniczny. Ale jednak go zostawili. Co prawda miał całkiem niezłe życie… no dobra, żył niczym książę, ale jednak go zostawili.
- Nie chcieli tego – usłyszał cichutki głos w swojej głowie. Zmarszczył czoło. Hermiona… to znaczy jego matka, miała depresję. Bardzo przeżyła udawaną śmierć. Natomiast Severus, jego ojciec… wydawał się specjalnie nie przejmować całym wydarzeniem. Tata, UHG, to znaczy Draco, zawsze gdy mówił o Snape’ie, podkreślał, że był zamkniętym w sobie dupkiem. Może tak naprawdę również cierpiał, tylko nie potrafił tego wyrazić? To było możliwe.
- Aleks? – usłyszał niepewny głos Ginny. Spojrzał na nią i ledwie powstrzymał się od parsknięcia śmiechem. Z nerwów obgryzała paznokcie i przestępowała z nogi na nogę.
- Istnieje jakiś sposób, abym… ich poznał? – zapytał, rumieniąc się. Nie wiedział, czy na pewno tego chce. Musiał się zastanowić.
- Sądzę, że tak. Porozmawiam na ten temat z Hermioną.
- Korespondujecie ze sobą?
- Taak – podeszła do Aleksa i położyła mu dłonie na ramionach. – Nikt nie może się dowiedzieć, że oni żyją, rozumiesz, prawda?
- Oczywiście, że tak. Nie wygadam się.
- Co o tym wszystkim sądzisz? – zapytała, zagryzając wargę. Chłopak przez jakiś czas nie odpowiadał, zastanawiał się. Ginny go nie pośpieszała. Domyślała się, że ma sporo wiadomości do przyswojenia.
- Wybaczam im – powiedział w końcu, wzruszając ramionami. Uśmiechnął się w iście Snape’owski sposób i dodał – Ale chce ich poznać. Listownie lub naprawdę. To mój warunek.
- To się da załatwić – Ginny roześmiała się i rzuciła się Aleksowi na szyję. Wreszcie wszystko zaczynało się układać. Po tylu latach było po prostu dobrze, a z czasem będzie jeszcze lepiej! 

* - Cytat z rozdziału XXXVII
** - Cytat z rozdziału XLVIII