19 kwietnia, 2014

Rozdział XLVII "Sprawy Zakonu są najważniejsze"

Aut:
Dzisiejszy rozdział jest poza wszelką krytyką, także proszę o wyrozumiałość. Mogą pojawić się błędy, ale nie mam już cierpliwości, aby czytać go po raz setny. Może w czasie poprawię, jeżeli coś znajdę ^^
Ogólnie moja wena artystyczna poszła trochę w inną stronę i zaprojektowałam plakat na ścianę (taki do antyramy).
Dobra, nie przedłużając, zapraszam xd



       - Co zrobiłeś? – Severus skrzywił się, widząc jej minę. Przez sekundę zastanawiał się, czy dobrze zrobił, mówiąc Hermionie prawdę. Przecież tak nie dawno była sytuacja z panną Weasley. Ileż to razy musiał jej tłumaczyć, że do niczego między nimi nie doszło? Pewnie z milion. A teraz, sam z własnej woli, przyznał się, że spędził całą noc w łóżku z inną kobietą.
- Słyszałaś – mruknął i uciekł spojrzeniem w bok. Musiała znać prawdę, nawet jeżeli miałaby się śmiertelnie obrazić i nigdy więcej nie odezwać.
- Błagam, powiedz, że jest jakiś haczyk… - jęknęła, zdmuchując rozczochrane włosy z twarzy. Nie chciał na nią patrzeć. W jej oczach było za dużo bólu, jak na tak małą istotę.
- Zrobiłem to dla Zakonu. Dumbledore tego ode mnie wymaga – odparł spokojnie, ale poczuł się jeszcze gorzej. Musiała zrozumieć, że zrobił to, bo musiał, jednak miał wybór. Albus jest manipulatorem, ale tym razem miał rację. Malfoy’owie byli za blisko Czarnego Pana, aby tego nie wykorzystać.
- Rozumiem – wyszeptała, bawiąc się kołdrą. – Sprawy Zakonu są najważniejsze – zgodziła się i wstała z łóżka. Zaczęła kompletować ubranie.
- Na Bogów, okaże jakieś uczucia! Wydrzyj się na mnie, uderz, ale nie bądź taka obojętna!
- Powiedziałam, że rozumiem, Severusie i nie kłamałam. Nie jestem zadowolona z tego co się stało, właściwie to jestem wściekła, ale… - urwała i wreszcie na niego spojrzała.
- Ale…? – ponaglił ją, siadając na brzegu łóżka.
- Sprawy Zakonu są najważniejsze – powtórzyła i zagryzła wargę.
            Przez chwilę ze sobą walczyła. Naprawdę chciała okazać jakieś uczucia, jednak nie mogła. Wtedy, gdy przyłapała go z Ginny, uderzyło ją to. Nie mogła uwierzyć w to co widziała i zrobienie sceny zazdrości było takie naturalne. Jednak teraz… nie mogła powiedzieć, że się nie spodziewała takiej informacji. Severus był mimo wszystko Śmierciożercą, a przynajmniej go udawał. Musiał się zachowywać tak jak wszyscy. Zdawała sobie sprawę, że Narcyza była użyteczna. Znała plany swojego męża, była poważana. Bycie blisko z kimś takim, mogło się okazać bardzo pomocne…
- Wcale tak nie uważasz – stwierdził i skrzywił się. Również wstał z łóżka i podszedł do szafy. Wyciągnął z niej zwykłe, czarne szaty.
- Oh, Severusie! – jęknęła, zaciskając pięści – Nie wiem czym to jest spowodowane, ale naprawdę nie jestem zła! Jasne, że to zabolało. Przespałeś się z matką mojego eks chłopaka! Ucierpiała na tym moja duma i godność, ale przyjęłam to do wiadomości! O wiele bardziej  poczułam się dotknięta sprawą z Ginny… - objęła się rękami i oparła o łóżko – gdybyś to z nią się przespał… wiedziałabym, że wygrały twoje… popędy i po prostu mnie zdradziłeś. Gdybyś naprawdę to wtedy zrobił, mógłbyś się ze mną pożegnać. Jednak… Narcyza to zupełnie inna sprawa. Nie mam pojęcia, jakimi uczuciami ją darzysz, ale wiem, że zrobiłeś to dla Zakonu Feniksa, dla mnie, dla wygranej – zaczerpnęła głęboko powietrza – dajmy już temu spokój, Severusie.
            Snape stał przy szafie, całkowicie zapominając o szacie, którą miał w ręce. Podszedł do Hermiony i pogłaskał ją czule po policzku. W miejscu, którym ją dotykał, poczuła przyjemny dreszcz.
- Kocham cię, Hermiono – powiedział całkowicie poważnie i przytulił ją do siebie. Przywarła do niego, kładąc policzek do jego torsie. Czuła się przy nim tak bardzo bezpieczna.

            Severus idąc do gabinetu dyrektora, nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Zdecydowanie nie zasługiwał na kogoś takiego jak Hermiona! Powiedział prawdę, przyznał się, że spał z inną kobietą, Narcyzą Malfoy i wygrał.
- Lukrowe pióra – powiedział stanowczo do gargulca, który posłusznie odskoczył, ukazując spiralne schody do góry. Wspiął się po nich i jak zwykle bez pukania, wszedł do środka.
- Dzień dobry, Severusie – przywitał się z nim Dumbledore, siedzący z nosem w papierach. Obok niego leżało pudełko z dropsami cytrynowymi, do połowy puste.
- Poprawiasz sobie humor słodyczami, Albusie? – zakpił, siadając na krześle.
- Lepiej słodyczami, niż alkoholem, mój drogi chłopcze – staruszek odłożył papiery i przyjrzał mu się dokładniej – coś nowego?
- Czarny Pan jest niezadowolony z Lucjusza. Ukarał go za niepowodzenia w Ministerstwie Magii, co daje nam jeszcze trochę czasu, zanim je zdobędą. Powinieneś ostrzec Alastora, Tonks i Shacklebolt’a. Teraz infiltracja będzie o wiele poważniejsza, niż dotychczas. Może nawet powiadomienie Artura  nie będzie złym pomysłem… chociaż Weasley’owie wszystko potrafią spaprać.
- Severusie… - upomniał go łagodnie dyrektor, jednak pozwolił mu kontynuować.
- Wydaje mi się, że Scrimgeour jest na razie bezpieczny. Malfoy jest za słaby, aby go do czegokolwiek przekonać i na razie nie odważy się go zabić, jednak musimy mieć to na uwadze.
- Oczywiście, powiadomię naszych ludzi w Ministerstwie.
            Snape przytaknął i poprawił się w fotelu. Przez chwilę panowała cisza, jednak Dumbledore zdecydował się ją przerwać.
- Voldemort wspominał coś o ataku?
- Nie wprost, ale zbiera siły.
- Ilu… - zaczął, ale Severus mu przerwał.
- Więcej, niż ostatnim razem. Zdecydowanie przewyższają nas liczebnością.
            Dyrektor wstał od stołu i zaczął chodzić po dywanie w tę i z powrotem. Severus przez chwilę zastanawiał się nawet, czy stosuje jakieś czary zabezpieczające dywan, bo inaczej już dawno byłyby na nim ślady użytkowania.
- Musimy ich pokonać pod względem technicznym – mruczał pod nosem, a Snape mu nie przeszkadzał.
- Zrobimy to co podczas pierwszej wojny – postanowił w końcu Dumbledore, zatrzymując się i spoglądając na niego.
- Merlinie, nie każ mi się bawić w tę świruskę i powiedz co masz na myśli. Nie umiem czytać z fusów – warknął, wywracając oczami.
- Trzeba przywrócić treningi, szczególnie dla nowych członków.
- Potter to krety… - zaczął, ale dyrektor mu przerwał.
- Mówiąc o nowych członkach, wcale nie mam na myśli Harry’ego, chociaż i dla niego będzie to ważne. Zamierzam wprowadzić jeszcze parę osób z siódmych klas.
- Albusie, nie sadzę, aby to był dobry pomysł. To dzieci, nie mające zielonego pojęcia o wojnie. Już lepiej walczyć w mniejszej liczbie, niż cały czas uważać na osobę obok – zaprotestował Severus, również wstając z krzesła i podchodząc do okna. Już tyle razy przez nie wyglądał, zazwyczaj przekazując złe wieści. Właściwie to większość jego pobytów w tym pokoju sprowadzała się do złych wieści.
- Dlatego między innymi to ty zajmiesz się ich treningiem – dyrektor uśmiechnął się, a jego oczach zapaliły się wesołe ogniki – sam ich wyszkolisz, co ci pomoże w zdobyciu zaufania.
- Nie mam wyjścia, prawda? – Snape westchnął i potarł ręką oczy. Brak snu dzisiejszej nocy, nie wpływał dobrze na jego dobry humor, chociaż po ciuchu zgadzał się z Albusem. Trening to dobry pomysł, szczególnie, że Śmierciożercy go nie stosowali. Ci, którzy chcieli przeżyć w bitwie, uczyli się na własną rękę. Jednak wprowadzenie dzieci do Zakonu, to skrajna głupota. – Kiedy mam zacząć tę rzeź niewiniątek?
- Myślę, że do przyszłego tygodnia, zdążę wszystkich powiadomić – odparł dyrektor, ponownie zasiadając za biurkiem. To był koniec rozmowy.

            Hermiona wróciła do swojego pokoju za pomocą kominka. Stanęła  po środku sypialni i zagryzła mocno wargę. Musiała z kimś porozmawiać, z kimś kto jej wysłucha. Potrzebowała Ginny, tylko nie wiedziała jak ją powiadomić. List dotarłby zdecydowanie zbyt późno, a patronus był ryzykowny, bo usłyszeliby go również inni domownicy. Pozostawał jedynie kominek. Zignorowała ogólne zmęczenie – jakby nie patrzeć korzystała z sieci Fiuu w ciągu tego tygodnia więcej razy, niż przez całe życie. Kucnęła przed paleniskiem i wsadziła do niego głowę.
- Hermiono, prawie dostałam zawału! – pani Weasley musiała podeprzeć się stołu, aby nie upaść. Przysunęła sobie krzesło, na którym od razu usiadła
- Przepraszam – wyjąkała i spróbowała uśmiechnąć się przepraszająco, jednak szybko przestała, gdy zdała sobie sprawę, że wyszedł grymas.
- Już dobrze kochaneczko, nic się nie stało. Po co przyszłaś? – Molly wstała z krzesła i podeszła bliżej kominka.
- Właściwie to chciałam zobaczyć się z Ginny – przyznała i rozejrzała się po pokoju, licząc, że gdzieś zobaczy przyjaciółkę. Niestety nie miała tyle szczęścia.
- Jest u siebie w pokoju. Zawołam ją – pani Weasley wstała z kucek i zawołała córkę, która odpowiedziała nieokreślonym odgłosem – Hermiono, wszystko w porządku? Jakoś nie najlepiej wyglądasz…
- Nic mi nie jest. Po prostu muszę porozmawiać z Ginny.
            Molly przed chwilę się jej przyglądała, nic nie mówiąc. Hermiona nie wiedziała co podziać z oczami, jednak uratowało ją głośne tupanie po schodach i moment później zobaczyła osobę, po którą tu przyszła.
- Mamo, dlaczego mi nie powiedziałaś, że Hermiona czeka w kominku? – zawołała z żalem, łapiąc ze stołu muffinkę.
- Przecież i tak tu jesteś – warknęła pani Weasley, zabierając babeczkę córce i odkładając z powrotem na stół. – to na spotkanie Zakonu!
- Dzisiaj jest zebranie? – zapytała zdziwiona Hermiona, marszcząc czoło. Czyżby Severus dowiedział się jakiś istotnych rzeczy od Narcyzy?
            Pani Weasley skrzywiła się nieznacznie, po czym uśmiechnęła się sztucznie. No tak, nie może jej nic powiedzieć, w końcu nie należała do nowych członków. Hermiona zdusiła w sobie warknięcie.
- Mamo, daj spokój. Nie zapominaj kim ona jest – wtrąciła Ginny, która i tak dorwała się do muffinki. – Tak, Dumbledore podobno się czegoś dowiedział – puściła jej oczko.
- Twoja matka ma rację. Nie należę do Zakonu – mruknęła bezbarwnym tonem – mogłabyś do mnie wpaść? Mam mały problem z… no wiesz…
- Z tym prezentem dla Malfoy’a? Jak zwykle nie umiesz zapakować, prawda?
- Tak – odetchnęła z ulg. Chociaż ona umie przekonywująco kłamać – nie mogę się zdecydować na kolor papieru. Srebrny czy też zielony?
            Ginny zachichotała, ale skinęła głową. Zwinęła jeszcze jedną babeczkę dla Hermiony i wzięła do ręki proszek Fiuu.
- Do zobaczenia – rzuciła przez ramię. Hermiona w tym czasie wycofała się z kominka, aby zrobić jej miejsce. Chwilę później obie siedziały na łóżku, milcząc. Ginny jej nie pośpieszała, tylko w spokoju kończyła jeść. Potem oparła się o zagłówek i przeciągnęła.
- Nie wiem, czy powinnam ci mówić – odezwała się w końcu, siadając po turecku i nerwowo zaplatając włosy w warkocz, który i tak po chwili rozpuściła. – ale muszę z kimś porozmawiać, bo zwariuję.
            Ginny dalej przyglądała się jej w milczeniu. Pozwoliła Hermionie uporać się z tym samej, za co była wdzięczna. Musiała podjąć decyzję, bez naciskania z zewnątrz.
- Severus… on… - spuściła głowę i zacisnęła mocno pięści. – zrobił to dla Zakonu, dlatego ma informacje.
- Co takiego on zrobił, Hermiono? – zapytała łagodnie Ginny, przysuwając się bliżej i łapiąc ją za rękę.
- Zdradził mnie z Narcyzą Malfoy! – krzyknęła, unosząc gwałtownie głowę. Tym razem nie potrafiła zatrzymać łez, które powinny popłynąć z samego rana. Spływały strumieniami, zostawiając ślady na suchych policzkach. Szybko otarła je wierzchem dłoni, ale zaraz pojawiały się następne. Nie mogła nad tym zapanować – to boli, Ginny, tak strasznie boli… - jęknęła żałośnie, mrugając szybko, aby coś widzieć.
- Uspokój się  - wyszeptała Ginny, przyciągając ją ku sobie i mocno przytuliła.
- Przyznał się dzisiaj rano… powiedziałam, że rozumiem…
- Ale chcesz go zabić, tak? – podpowiedziała, na co Hermiona uśmiechnęła się niewyraźnie.
- Nie… - zaprzeczyła cicho, po czym dodała – tylko jest mi przykro i… boli.
            Ginny poprawiła uścisk i oparła policzek na jej głowie. Hermiona zamknęła oczy, pozwalając łzom dalej płynąć. Musiała pozbyć się toksyn z organizmu, a to był jeden ze znanych jej sposobów. Innymi było demolowanie pokoju lub krzyk.
- Chciałabym, aby wojna się już skończyła – mruknęła. Ginny odgarnęła jej włosy z mokrej twarzy. Dziewczyna przytaknęła, uspokajająco gładząc jej rękę.
- Harry da radę. Musi! – powiedziała z uporem.

            Ginny parę godzin później wyślizgnęła się z objęć Hermiony. Gdy upewniła się, że dalej śpi, wróciła do Nory, mając nadzieję, że zebranie się jeszcze nie skończyło.
- W samą porę! Właśnie miałam wysłać po ciebie Rona - Molly wyciągnęła ją z kominka i gwałtownie otrzepała. Ginny wyrwała się matce i podeszła do Harry’ego.
- Co u Hermiony?
- Chwilowo śpi – mruknęła i rozejrzała się. Musiała porozmawiać ze Snape’em!
- Na pewno nie chce dołączyć do Zakonu? – zapytał Harry, zagryzając wargę.
- Nie i powinieneś to zrozumieć – warknęła, powstrzymując się od przewrócenia oczami. Chłopcy byli czasami tak bardzo krótkowzroczni!
            Wreszcie go zobaczyła w tłumie ludzi. Stał samotnie koło okna. Wyglądał dokładnie tak jak zawsze. Pogardliwe spojrzenie, jakie rzucał wszystkim naokoło, mówiło samo za siebie. Pomimo tego, że ostatnimi czasy, lepiej go poznała, nie miała pojęcia w jakim był humorze.
- Zaraz przyjdę – mruknęła do Harry’ego i nie sprawdzając nawet, gdy dotarły do niego jej słowa. Zaczęła przeciskać się przez tłum ludzi, aż stanęła obok swojego Mistrza Oklumencji.
- Dzień dobry, panie profesorze – odezwała się jako pierwsza. Snape rzucił jej spojrzenie pełne niechęci, które zignorowała.
- Panno Weasley, nie chcę abyś stała się przedmiotem… plotek – powiedział najzimniej jak potrafił.
- Bez obaw, Hermiona jest w Hogwarcie – warknęła, tym samym tonem, zaciskając pięści. – I skoro już o niej mowa… - rzuciła niepostrzeżenie Muffliato i kontynuowała – nie wiem, czy pan chciał to zrobić, czy też Dumbledore panu kazał i szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. Ona cierpi, przez ciebie! Nie uważasz, że płaci za dużą cenę? Najpierw rodzice, a teraz to?
- I co według ciebie, panno Weasley, mogę zrobić? – zapytał, sprawiając wrażenie, że specjalnie dał nacisk na zwrot grzecznościowy, o którym ona sama zapomniała.
- Wymyśl coś. Ona cię kocha, a ty nie dajesz nic w zamian.
            Severus skrzywił się. Trafiła w jego czuły punkt. Zawsze dobrze sobie z nim radziła, nawet gdy była młodsza. Rozumiała nienawiść Harry’ego do Snape’a, jednak nigdy jej nie podzielała. Owszem, był tłustowłosym dupkiem z lochów, miał wyjątkowo nieprzyjemne usposobienie, ranił wszystkich naokoło, ale był tylko człowiekiem, a każdy miał jakiś słaby punkt. Wcześniej co prawda nie wiedziała, czym on jest lecz teraz już tak. Hermiona.
- Ile ci powiedziała? – warknął, rozglądając się po pokoju. Wszyscy zaczęli zajmować miejsca. Czekali jeszcze tylko na Dumbledore’a.
- A ile musiała? Wiem, że ją zdradziłeś!
- Nic nie wiesz o życiu, smarkulo. Wracaj do swojego wybrańca i nie wtrącaj się w sprawy dorosłych – odparł tonem wypranym ze wszelkich emocji. Jeszcze przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, po czym Ginny odwróciła się na pięcie i odeszła z wysoko uniesioną głową.
            Severus westchnął głęboko. Dlatego nie powinien wiązać się z nastolatką. Nawet jeżeli sama Hermiona była dojrzalsza, to jej przyjaciele dalej pozostawali tylko rozkapryszonymi bachorami.  
            Dumbledore wszedł w tym samym momencie do pokoju. Wszystkie rozmowy natychmiast ucichły, a dyrektor stanął po środku pokoju, uśmiechając się spokojnie. Snape wzdrygnął się w duchu. Jak można emanować taką pogodą ducha, jeśli wiedziało się makabryczne rzeczy? Za chwilę ten człowiek ogłosi wspaniałą wiadomość o przyjęciu nowych członków. Zaryzykuje życie innych ludzi, dla dobra sprawy. Radujmy się!
- Bardzo się cieszę, że widzimy się dzisiaj w tak licznej grupie. Wiem, że macie zadania, które wam przydzieliłem i jesteście zajęci. To spotkanie nie potrwa długo, jednak mam parę ważnych informacji – Dumbledore urwał i spojrzał każdemu w oczy. Severus znowu zdusił prychnięcie – Pierwsza sprawa. Jak pewnie wiecie, Harry, Ron i Ginny dołączyli parę dni temu do Zakonu. Mam nadzieję, że przywitacie ich serdecznie i wspomożecie na początku.
- Oni są na to za młodzi, Albusie! – zawołała zrozpaczona pani Weasley, która szybko została uciszona przez męża.
- Zgodzili się, Molly, nic nie było im narzucone. Panna Granger… – dyrektor ledwie zauważalnie zerknął na Severusa, który skinął głową, aby kontynuował. - …nie zdecydowała się na takie ryzyko i wszyscy wiemy dlaczego. Podejrzewam jednak, że jest to dla niej trudne, dlatego proszę was – zwrócił się do nowych członków – abyście zaopiekowali się Hermioną. Mogę na was liczyć?
            Cała trójka zgodnie pokiwała głowami. I tak zamierzali to zrobić, niezależenie od polecenia dyrektora.
- Świetnie, skoro to mamy ustalone, przejdźmy dalej. Z zaufanego źródła wiem, że Voldemort zbiera siły – urwał, bo rozległ się szmer podnieconych głosów. Albus odczekał cierpliwie, aż się uspokoją i mówił dalej – dlatego chcę przyjąć parę nowych osób, głównie z siódmych klas.
            W pokoju zapanowała zgodna cisza, przerywana tylko przez głośniejszy szloch pani Weasley. Wszyscy rozglądali się niepewnie i myśleli o tym samym. W końcu ciszę przerwał Remus Lupin.
- Albusie, rozumiem, że potrzebujemy ludzi, ale te dzieciaki nie mają pojęcia o walce… co innego trzy osoby, które mimo wszystko kiedyś walczyły… - tym razem Severus nie mógł zdusić głośnego prychnięcia, pełnego pogardy. Nikt nie zwrócił na niego uwagi – …a co innego siódmoklasiści.
- W pełni się z tobą zgadzam, Remusie – przyznał spokojnie dyrektor – ale nie zamierzam posyłać ich w pierwszym szeregu do walki. Otrzymają najlepsze przygotowanie, jakie mogę im dać w zaistniałej sytuacji.
- Czyli jakie? – wtrąciła się Tonks, której włosy przybrały kanarkowy kolor.
- Trening z Severusem, rzecz jasna.
            Wszystkie oczy w pokoju zwróciły się w stronę ponurego Mistrza Eliksirów, stojącego z boku, który rzucił wściekłe spojrzenie Dumbledore’owi i zaczął się przeciskać na środek. Gdy dotarł na miejsce pokręcił głową.
- Dumbledore poprosił mnie, abym nauczył ich walczyć – zaczął lodowato i obojętnie – nie uśmiecha mi się spędzanie czasu z tymi głąbami, jednak… to dobry pomysł.
- Mogę ci pomóc – odezwała się profesor McGonagall, po czym uśmiechnęła się złośliwie. Snape zaszczycił ją jednym, dłuższym spojrzeniem.
- Nie skorzystam z oferty. Pracuję sam, Minerwo. – warknął.
- Ależ Snape! Przyda ci się pomoc! – zawołał Charlie, wybuchając śmiechem.
- Weasley, tracę do ciebie cierpliwość – zagroził wściekle – albo pracuję sam, albo wcale.
- Spokojnie, spokojnie! – Albus położył dłoń na ramieniu Severusa – nad pomocą jeszcze pomyślimy, ale na razie…
- PRACUJĘ SAM! – zagrzmiał Snape, strzepując dłoń dyrektora. Potem odwrócił się gwałtownie, pozwalając szatom dramatycznie powiewać i ruszył do kominka – zaczynam od poniedziałku – dodał, a następnie zniknął w zielonych płomieniach.
            Po jego wyjściu w pokoju rozległy się stłumione śmiechy, jednak szybko ustały, gdy Dumbledore odezwał się ponownie, jakby mu nie przerwano.
- A teraz lista osób, które chcę przyjąć – machnął różdżką i w powietrzu pojawiły się nazwiska potencjalnych, nowych członków: Neville Longbotoom, Luna Lovegood, Lee Jordan, Parvatii Patil, Padma Patil, Lavender Brown, Dean Thomas, Angelina Jonson, Katie Bell, Alicja Spinnet, Seamus Finnigan, Ernie Macmilian, Susan Bones, Hanna Abbott. – wszyscy należeli do tajnej grupy Harry’ego, Rona i Hermiony, którą założyli, aby uczyć się obrony przed czarną magią. Znają podstawy i udowodnili, że umieją dochować sekretu. Ktoś zgłasza sprzeciw?
- To dzieci… - jęknęła ponownie pani Weasley, zasłaniając sobie usta mokrą od łez chusteczką. Pan Weasley przytulił żonę do siebie. Poza nią, nikt się nie odezwał, wszyscy wyrazili cichą zgodę.
- Dobrze, w takim razie opiekunów domów proszę, aby poinformowali swoich wychowanków. Jeżeli ktoś będzie chciał mieć czas do namysłu, oczywiście go dajcie, jednak do poniedziałku muszę wiedzieć, kto się zgodził.
- Zajmiemy się tym, Albusie – przytaknęła McGonagall, a profesor Sprout i Flitwick pokiwali głowami.
- Dziękuję – Dumbledore uśmiechnął się ciepło i wstał – na dzisiaj to wszystko. Chciałbym jeszcze zamienić słówko na osobności z Arturem, Nimfadorą, Kingsley’em i Alastorem.
            Rozległ się zwykły szmer przy wstawaniu i cichych rozmowach. Niektórzy poszli za Molly do kuchni, aby coś zjeść, jednak większość członków Zakonu Feniksa, wracała do sowich domów. Nora powoli się wyludniała.

            Czas do poniedziałku upłynął bardzo szybko. Lekcje rozpoczęły się normalnie, przerwa świąteczna dobiegła końca. Harry, Ron i Hermiona ruszyli na pierwszą w tym tygodniu lekcję transmutacji. Zajęli swoje miejsca z przodu klasy i spokojnie czekali, aż zadzwoni dzwonek.
- Witam po świętach – usłyszeli surowy głos profesor McGonagall. Paru uczniów odpowiedziało jej cichym „dzień dobry”, ale większość siedziała, podpierając się rękami i starała się nie zasnąć. – dzisiaj chciałabym rozpocząć transmutację otoczenia.
            Po klasie rozległ się cichy pomruk zainteresowania. Ten rodzaj magii był wyczekiwanych przez uczniów. Mogli zamienić w klasie każdy przedmiot, począwszy od pomalowania klasy na różowo, a skończywszy na transmutacji krzesła w królewski tron. Niestety była to również mocno zaawansowana magia i nie wszystkim wychodziło od razu.
- Podstawy mieliście pod koniec szóstej klasy, w ramach rozszerzenia. Domyślam się, że nikt… albo prawie nikt – spojrzała wymownie na Hermionę, która spłonęła rumieńcem i spuściła głowę – nie powtórzył sobie materiału. Mam jednak nadzieję, że się mylę. Pamiętajcie, że Owutemy już nie długo, a transmutacja ludzka częściowa i transmutacja otoczenia, wchodzą do egzaminów!
            Klasa znowu zapadła w śpiące odrętwienie. Wykłady o testach końcowych mieli na każdej lekcji i nie tylko u McGonagall. Mogliby równie dobrze sami zacząć recytować.
-… skoro rozumiecie powagę sytuacji, przejdźmy do rzeczy – zakończyła, klaszcząc w ręce, aby zwrócić na siebie uwagę uczniów. Paru ślizgonów uśmiechnęło się drwiąco. – panno Granger, mogłabyś zaprezentować ruch nadgarstka i…

- Nie mam pojęcia, jak ty to robisz! Z każdym przedmiotem dobrze sobie radzisz! Im trudniejszy, tym lepiej ci idzie – jęczał Ron, wychodząc z klasy. Dzisiaj nie udało mu się zmienić nic, po za kolorem pióra.
- To pewnie dlatego, że ona jest inteligentna, Weasley – zadrwił Draco, przechodząc obok nich. Był wyjątkowo dumny z siebie, bo transmutował ławkę w ładne, postarzałe biurko, za co zarobił dwadzieścia pięć punktów dla Slytherinu.
- Zamknij się, Malfoy, nikt cię nie pytał o zdanie!
- Jeszcze słowo, Weasley, a przerobię cię w…
- Dobrze! Wystarczy! Draco, chodź ze mną – wtrąciła się szybko Hermiona, popychając lekko Ślizgona, aby się wycofał. Potem złapała go za rękę i ruszyli korytarzem w przeciwną stronę. – nie mogłeś przepuścić okazji, co?
- Sam się prosił – mruknął, jednak uśmiechnął się do niej szeroko.
            Hermiona pokręciła głową nad głupotą chłopaków, po czym mocniej ścisnęła jego rękę.
- Jak tam po świętach? Dali ci popalić? – zapytała, ściszając głos.
- Nie było źle… - zaczął, ale po chwili westchnął – Ojciec popadł w nie łaskę. Matka ciężko to znosi i znalazła sobie nowy cel – nagle poczuła, że robi jej się nie dobrze i nie ma ochoty słuchać ani słowa więcej. Musiała jednak wytrwać w spokoju. – Kleiła się do Snape’a. Nie był jakoś specjalnie chętny, ale łatwo uległ.
- Naprawdę? – zapytała, unosząc lekko głowę. Draco przytaknął i znowu się zasępił. – A co z… twoją nową żoną?
            Ku jej szczeremu zdziwieniu, chłopak roześmiał się nagle.
- Rodzice nie mają głowy do szukania mi narzeczonej. Nawet słyszałem jakieś rozmowy, abym z powrotem zainteresował się tobą. Oczywiście, nic nie będę robił wbrew tobie… ale gdybyś podrzuciła mi czasem jakąś świeżutką plotkę o Potterze, Czarny Pan spojrzałby na mnie przychylniejszym okiem.
- Jasne, rozumiem. Porozmawiam na ten temat z dyrektorem przy najbliższej okazji.
- Dzięki. Dobra, ja będę się zbierał, wiesz… zaklęcia na trzecim piętrze.
            Hermiona skinęła głową i pocałowała go przelotnie w policzek. Draco zdziwił się, ale już po chwili uśmiechnął się i odszedł w stronę schodów. Doszła do wniosku, że różni ludzie mogą to zobaczyć i donieść Czarnemu Panu. Zdecydowanie nie chciała być tą, która pogrążyła jego ojca, nazwisko i samego Dracona.

            Gdy skończyły się wszystkie lekcje, Hermiona skierowała się do lochów. Słyszała od chłopaków, że Snape ma prowadzić zajęcia z obrony przed czarną magią i chciała się dowiedzieć czegoś więcej. Przecież nie może tych zajęć przeprowadzić od tak, w Wielkiej Sali, jak Klub Pojedynków. Potrzebny jest plan i chciała go usłyszeć.
            Po upewnieniu się, że nikogo nie ma w lochach, zapukała do drzwi. Usłyszała ciche proszę i weszła do środka. Severus poprawiał jakieś wypracowania i jak zwykle nie zwrócił na nią specjalnej uwagi.
- Cześć – rzuciła i usiadła na krześle naprzeciwko.
- Szacunek – mruknął, pisząc poprawki na marginesie.
- To, że nie należę do Zakonu, nie znaczy, że jestem wykluczona z jakichkolwiek informacji – odparła, całkowicie ignorując jego ostatnią wypowiedź.
- To właśnie tyle znaczy.
            Hermiona zacisnęła usta w wąską linię i przymrużyła groźnie oczy.
- Organizujesz dzisiaj trening? Namówiłeś Dumbledore’a?
            Severus westchnął teatralnie i odłożył pióro na stół. Starannie złożył eseje i wsadził do szuflady. Dopiero wtedy na nią spojrzał.
- Sam mi to zaproponował, a ja się wspaniałomyślnie zgodziłem. A, byłbym zapomniał. Dyrektor kazał mi, abym ci przekazał, że chcę cię dzisiaj widzieć o dwudziestej w Pokoju Życzeń.
- Po co?
- Melinie… no, abyś była obecna na treningu, rzecz jasna!
- Mogę wziąć w nim udział? – uśmiechnęła się szeroko, jednak w tym samym momencie zrobił to również Severus, co szybko ugasiło jej zapał.
- Nie, oczywiście, że nie. Będziesz tylko obserwatorem. Tyle ci musi wystarczyć – Hermiona niechętnie przytaknęła i wstała z krzesła. Podeszła bliżej i oparła się o stół z jego strony. Teraz stykali się kolanami.
- Draco powiedział mi dzisiaj… - urwała, nie będąc pewna, jak zareaguje. Po chwili jednak poczuła dłoń na swoim udzie, która ją zachęciła. – Powiedział, że nie byłeś chętny w stosunku do Narcyzy Malfoy.
- Bo nie byłem – przyznał i również wstał z krzesła. Stanął tuż przed nią i uniósł jej brodę do góry, aby mogła swobodnie spojrzeć mu w oczy. Zadrżała pod jego dotykiem, co spowodowało, że uśmiechnął się, zadowolony. – Jesteś jedyną kobietą, w stosunku do której jestem „chętny”, Hermiono.
- Wiem, Severusie, wiem. Dlatego nadal tu jestem – wyszeptała i pocałowała go. 

Aut:
Zapomniałabym xd 
Życzę Wam spokojnych, wesołych świąt. Smacznego jajka i mokrego dyngusa, oraz oczywiście weny, wszystkim, którzy piszą! ^^